Czy nie JEST najpiękniejszy?

Czy nie JEST najpiękniejszy?

„Ach, jakie to moje dziecko jest zdolne, a jakie grzeczne i tyle potrafi…” – podejrzewam, że każdy rodzic tak chciałby powiedzieć o swoim kochanym i oczekiwanym dziecku. To radość ich życia i zarazem owoc miłości. W święto Ofiarowania Pańskiego właśnie coś takiego się dzieje. Tylko trochę inaczej niż w Objawienie – kiedy to Ojciec osobiście informuje, że, „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” Mt 3,17. Na czym ta inność polega? Kiedy rodzice przynoszą Jezusa do świątyni, naprzeciw nich wychodzi Symeon a później Anna. Jezus, który ma być ofiarowany Ojcu – w końcu jest przedstawiony i ofiarowany światu – tym razem nie przez słowa, które płyną z nieba – ale przez słowa ludzi, którzy się do tego przygotowywali przez długi czas swojego życia. „Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.” Łk 2,34. W świat, niejako w świątynię – w którym zabrakło Boga, bo ludzie nie umieli Go uszanować i bezcześcili wszystko, co winno należeć do Niego – na nowo wchodzi śwaitłość. Ta świątynia znów…ma szansę stać się domem Boga. Jakie to piękne… kiedy myślę o swoim życiu, o rodzinie, znajomych, w które wchodzi Miłość – to cały ten świat budowany jest jakby na nowo – to jakby wchodziło coś, co uszlachetnia – wytapiając grzech a pozostawiając to co najlepsze. Może dziś te moje rozważania są górnolotne – ale naprawdę, kiedy tylko trochę doświadczy sie w tym życiu Bóga – i siły płynącej od Niego – ten mój osobisty świat staje się jakiś inny – lepszy – jakby nie z tego świata. Dlaczego więc w takich sytuacjach nie śpiewać jak Symeon i Anna. To chyba w takich sytuacjach widać szczególnie Boga … A na pewno – wtedy najlepiej – promuje się Boga – czy może raczej – ukazuje 🙂