Czy długo jeszcze?

Czy długo jeszcze?

Dziś – w zasadzie to wczoraj – w hymnie do nieszporów było takie zdanie „Pochyl się, Panie, nad ludzką niedolą, Nad naszym grzechem i naszą słabością, Która nie zawsze jest buntem przed Tobą, Lecz tylko nędzą człowieczą.” Jakie to piękne… Kiedy modliłem się tym hymnem -pojawiły się we mnie – na samym początku – skrajne uczucia. Najpierw złość i gniew na siebie. Znając swoje życiowe decyzje, mając ciągle przed oczyma swoje grzechy – dostrzegam Boga, pełnego miłości, cierpliwości – czekającego na mój ruch – jakby Bóg tym czekaniem chciał powiedzieć – obudź się wreszcie o śpiący, zobacz że tracisz życie, że coś przechodzi Ci koło nosa. A ja jakbym był głuchy i niemy na to wezwanie… Jakbym przeniósł się do księgi Pieśni nad Pieśniami – i czekając z utęsknieniem na swojego OBLUBIEŃCA – BOGA – który już się zbliża, nagle odczuł znużenie, zmęczenie, rezygnację. Tak czuję swój grzech – jako osłabienie w czekaniu. Jako wypalenie się w tęsknocie, czy wreszcie zwątpienie w wierze. I rzeczywiście, tu wcale nie chodzi o to, że chcę zapomnieć o Bogu. To tylko świadczy o tym, jak bardzo mało we mnie wytrwałości. Jakbym nagle zapominał o tym, na co czekałem, co ma się zdarzyć w momencie spotkania z Nim. To całe osłabienie powoduje, że to, co kiedyś było dla mnie celem, dziś staje się mało realnym. Trudno wywnioskować gdzie może być źródło takiego zmęczenia, wypalenia. Coś jest w naszej ludzkiej mentalności, że chciałoby się wszystko od razu zdobyć, a najlepiej to mieć podane na tacy – bez wysiłku. Jakoś człowiek woli unikać tego, co przychodzi z oporem. Zresztą, dziś nie lubi się na nic czekać. Ja tak często mam, kiedy przez internet coś zamawiam. Chciałbym to mieć jak najszybciej. Może i taka postawa przerzuca się na relacje z ludźmi czy wreszcie z Bogiem. Może to jest jakaś nasza nędza… Bóg działa inaczej – On realizuje swoje obietnice do końca – ale też czeka – do końca. Może to jest pewna lekcja – naszej wierności Bogu. Taka – „próba” – czy rzeczywiście Bóg jest najcenniejszy, czy na Nim mi zależy… A może tak trzeba – aby człowiek umiał szanować, kochać – trzeba najpierw dojrzeć. A to jest proces długotrwały. Jeśli przychodzi nam łatwo budować relacje – to mamy też łatwość do ich zrywania. A może taka łatwość zmian – to tylko efekt poszukiwania siebie – jakiejś niedojrzałości… To ciekawe – budować relacje, tylko wtedy kiedy się opłaca i jest przyjemnie, niektórzy tak żyją… Jak się zaczynamy nudzić – to po co, takie coś kontynuować… Często tak jest, że brak poukładania sobie pewnych rzeczy osobistych w sercu, brak odpowiedzialności – rodzi pragnienie zmian – osłabia wolę walki. Panie Boże – może tutaj potrzebuję uzdrowienia, które dokona się w Twoim wolnym czekaniu na moją dojrzałość. Może jestem jeszcze małym dzieciakiem, które jeszcze nie wie co w życiu chce i kieruje się tylko emocjami…