Czuwać czy oczekiwać?

Czuwać czy oczekiwać?

Kazano mi napisać coś na temat oczekiwania. Za chwilę zacznie się adwent – a więc temat jest jak najbardziej aktualny. Spróbuję więc nieco zmierzyć się z tym  tematem.

Zazwyczaj oczekiwanie w Piśmie Świętym jest związane z jakąś Bożą interwencją. Motywem przewodnim  zazwyczaj  jest  ból, strach, ciemność  lub opuszczenie przez  Boga. W Psalmie 130 czytamy – „Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu, Niech Izrael wygląda Pana. U Pana bowiem jest łaskawość i obfite odkupienie” Co jest powodem tak intensywnego oczekiwania? Z kontekstu wynika, że jakaś „głębokość”, w której znajduje się autor. Dalej okazuje się, że tą głębokością  jest grzech!

To dość rewolucyjne odkrycie – przecież logicznie myśląc – lepiej by było gdyby właśnie wtedy Bóg nie przychodził. W człowieku, który trwa w grzechu pojawia się raczej myśl ucieczki przed Bogiem, aby Ten czasem nie ukarał. Autor psalmu wskazuje na coś odwrotnego. Jakby chciał powiedzieć – Tylko Ty Boże jesteś w stanie mnie wyrwać z tej ciemności, jesteś przecież pełen łaski i  miłosierdzia.

W księdze Izajasza w 26 rozdziale można wyczytać jeszcze jeden powód oczekiwania. Do Boga zwracają się sprawiedliwi, którzy są prześladowani. Są tacy, którzy żyją w  grzechu, ale w Bogu nie pokładają nadziei, dlatego owi sprawiedliwi liczą na Bożą pomoc. „Także na ścieżce Twoich sądów, o Panie, my również oczekujemy Ciebie; imię Twoje i pamięć o Tobie to upragnienie duszy. Dusza moja pożąda Ciebie w nocy, duch mój – poszukuje Cię w mym wnętrzu…” I tutaj pojawia się element ciemności i głębi. Bóg jest rozpoznawalny jako Ten, który może uwolnić od prześladowcy. Podobnie jest w księdze  Jeremiasza w rozdziale 29 – „Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana – zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość,  jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was  wysłucham”

Oczekiwanie więc na interwencję Boga – przepełnione ma być nadzieją, bowiem w życie często przepełnione ciemnością – ma wejść nowa jakość – światłość!

Kiedyś ks. Piotr Pawlukiewicz mówił, że człowiek posiada w swoim wnętrzu ambasadę, w której można spotkać Boga. Ona znajduje się w najgłębszych ludzkich pokładach – a tym miejscem jest nasz duch. Niestety człowiek, który upada w grzech, pozwala do tej ambasady wkroczyć szatanowi. Ten zmienia obraz ludzkiego patrzenia. Bóg może wtedy stać się wrogiem, a świat zamiast być dostrzegalnym w radosnych pełnych pokoju barwach, staje się szary, niebezpieczny, przerażający. Brak kontaktu z Bogiem, brak Jego obecności w naszym duchu powoduje, że człowiek traci Boże  TCHNIENIE – a więc życie. „Cóż jest bez Twojego Tchnienia – tylko cierń i nędza”

Oto ludzka głębia, która została powierzona złu. Trudno tam dojrzeć Boga. Jedyną szansą na wolność staje się zwrócenie tego miejsca właścicielowi.

W prologu Ewangelii według św. Jana – Słowo stało się ciałem  i przyszło do swojej własności – a swoi Go nie przyjęli. Można trwać w grzechu i nie pozwolić się przemienić. Ale można oczekiwać Tego, który  przywróci harmonię i porządek.

To oczekiwanie Boga – ma więc podwójny wymiar. Ogólnoludzki – kiedy Bóg, przychodzi na świat, aby zadać śmierć grzechowi – rodzi się  dla świata, oraz Bóg przychodzący do naszego ducha, aby uwolnić od panowania szatana – rodzi  się  dla każdego  z nas indywidualnie. Jedna i druga opcja jest przepełniona nadzieją i może dać pokój. Dlatego oczekiwanie na Boga nie jest smutne. Jest to czas radosny – bo Bóg jest blisko. Sam obiecuje, że modlącego nie pozostawi samego. W oczekiwaniu nie ma jeszcze pełni wolności i wyzwolenia, ale jest zapowiedź zbliżającej się radości. To już  jest przedsmak nieba!!