Coś się skończyło - coś się zaczęło

Coś się skończyło – coś się zaczęło

I  nas ochrzcili… jakieś 1050 lat temu potwierdzono – ta część Europy jest chrześcijańska! Rozpoczynamy nowy rok liturgiczny,  podczas którego mamy świętować ten moment. Mamy się przygotowywać do kolejnego jubileuszu. Ciekawy jestem, czy był to czas euforii, czy jednak karkołomne ewangelizowanie? Przecież ot tak nikt nie przyjmuje innej wiary. Czy wystarczyła decyzja – wodza!? Co zmieniło się w życiu naszych przodków.

A gdyby tak  chrześcijaństwa nie było – jaka byłaby Polska!? Wielu pewnie powiedziałoby – nareszcie wolna od tych darmozjadów, chciwców, pedałów, pedofilów, cudzołożników – księży. I od tych porządnych, świętych – też! Wolna od przykazań, krzyży na ścianach, przy drogach i religii w szkołach. Wolna od Telewizji Trwam, Rydzyka, różańców w dłoniach wielu. Wreszcie niedziela byłaby dniem zwykłym, pracującym, a dzięki temu gospodarka i ekonomia nabrałaby wartości. Może bylibyśmy „tygrysem” na tle mapy gospodarczej. Ludzie mogliby kochać się jak chcą i z kim chcą – bo sumienie byłoby inne. Nie byłoby kościołów, które zmuszają do refleksji i tych dzwonnic – co budzą dzwonami rano. Nie byłoby tych dzieł sztuki, które trzeba w muzeach oglądać i tych mnichów zamkniętych w klasztorach, którzy dziełem kościoła są największym. Ludzie nie musieliby się kłócić o aborcję, eutanazję, rozwody – bo nikt by nie upominał. Nad takim życiem niebo świeciłoby pewnie jaśniej – a kolory tęczy byłyby mile widziane. Ludzie byliby piękni i młodzi – bo tych starych i chorych już dawno by chyba nie było. Świat stałby się rajem – bez raju na przyszłość.

Świat bez Chrystusa – może i wyjątkowy, ale czy lepszy? Czy byłoby się o co starać? A może, w tę przestrzeń weszło by coś  innego…? Tylko co? Jaka jest szansa na to, że ten ktoś dałby nadzieję na życie wieczne? Jaka byłaby szansa, że ten ktoś, tak bardzo by kochał jak Chrystus? Czy byłaby nadzieja na zbawienie dla naszych ojców i matek, córek, synów – którzy zmarli przed nami i odpuszczenie grzechów? Kto zająłby miejsce tych, którzy w imię Jezusa walczą o każde życie i czy byłby ktoś w stanie pokazać sens życia?

Czy Ojczyzna byłaby lepsza? Czy żyłoby się nam wygodniej, lepiej?

Tak dużo mówi się źle o Kościele, bo wielu widzi w nim tylko grzech. Jakby to właśnie ten Kościół i chrześcijaństwo czyniło nas  gorszymi. Co się stało z tym światem, że kiedy Polska przyjmowała chrzest – to ten wprowadzał ją strefę krajów rozwiniętych. To chrzest czynił z Polski, kraj europejski. A dziś mówi się, że Europa jest tam gdzie więcej humanizmu a mniej Boga. Dziś coraz częściej mówi się, że żyjąc wiarą trwasz w ciemnogrodzie. Gdzie to właśnie chrzest oświecał ludzką duszę,  ale również wprowadzał w świat kultury rozwiniętej.

Czy idziemy do przodu, czy się cofamy? Czy wartość osoby i jej godność będziemy czerpać od Stwórcy, czy jednak, porzucimy to i sami będziemy kreować prawa, które jednych wykluczą a drugim dadzą ogromne przywileje. Co wtedy pozostanie – może człowiek będzie tylko lepiej rozwiniętym zwierzęciem, które trochę lepiej mózgiem „pracuje”, bo ma większy od innych naczelnych.

Kocham ten kraj za to, że jeszcze mogę w nim odnaleźć wiarę. Gdzie ludziom nie jest obojętne to, że Boga kochać trzeba! Gdzie potrafią dostrzec w Nim sens życia, odkrywając największą miłość i wartość.