Co zrobić kiedy życie męczy?

Co zrobić kiedy życie męczy?

„(…) Czy nie wiesz tego? Czyś nie słyszał?
Pan to Bóg wieczny,
Stwórca krańców ziemi.
On się nie męczy ani nie nuży,
Jego mądrość jest niezgłębiona.
On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego.
Chłopcy się męczą i nużą,
chwieją się słabnąc młodzieńcy;
lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły;
biegną bez zmęczenia,
bez znużenia idą.
” Iz 40, 28-31

Pierwsze co mi się skojarzyło z tym tekstem, to fakt, że co krok odczuwam jakieś zmęczenie. Tu nie chodzi o niemoc w sensie fizycznym. Człowiek może być zmęczony życiem. Myślę sobie, gdzie odnaleźć motywację, szczególnie w tych sytuacjach, kiedy człowieka przeraża przyszłość wypełniona różnego rodzaju zadaniami, obowiązkami. Oprócz tych rzeczy codziennych typu praca, u księdza duszpasterstwo, a u osób świeckich rodzina, szkoła itp. jest  jeszcze wiara. Troska o jej aktualność i jakość dla wielu może stać się brzemieniem, a nawet niewyobrażalnym krzyżem. Co najciekawsze Jezus nazywa, kroczenie za Nim – „lekkim jarzmem”. I chyba tutaj należy szukać odpowiedzi. Owo kroczenie za, daje tak duży komfort, że człowiek w sposób niewyobrażalnie lekki kroczy przez życie.

Często zdarza mi się chodzić po górach. Ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli mam przy sobie osobę, która bierze całą odpowiedzialność za trasę, którą należy przejść, to czuję w sobie pokój. Wiem, że mogę zaufać, bo znam tego, który będzie mnie prowadził. Pójście na własną rękę w drogi nieznane, zawsze przepełnione będzie jakimś lękiem. Pewnie, ktoś może powie, że to właśnie jest przygoda – wytaczanie sobie własnych ścieżek. Owszem zgadzam się z tym, ale do momentu, kiedy wiem, że zawsze jest jakieś wyjście i nadzieja na dobre zakończenie. Spojrzenie się zmienia, kiedy coraz mniej szans na dotarcie do celu, a owa wyprawa już nie jest przygodą, ale walką o przetrwanie. W takich  sytuacjach człowiek liczy na pomoc.

Bóg się nie męczy. Za każdym razem kiedy człowieka zwraca się do Niego, ma okazję na doświadczenie Jego pomocy. W kontakcie z Nim rodzi się nadzieja. To On przychodzi wtedy, kiedy już wszyscy nas opuścili i kiedy doświadczamy tego co ekstremalne. Wtedy wybór Chrystusa staje się czymś  naturalnym. Nie traktuje się Go jako intruza, który przeszkadza w przygodzie życiowej, ale jako przewodnika, ratownika czy pasterza, który chcąc nas uchronić przed śmiercią pokazuje jak iść. On się nie męczy, nawet jeśli wielokrotnie Go wołamy! Wręcz przeciwnie cieszy się z  każdego powrotu, z każdej odnalezionej „zguby”.

Ten fragment pokazuje sytuację ludzi zmęczonych, którzy wypróbowali już wszystkiego. Chcieli być jak Bóg! Zresztą zwracali się z pomocą do innych bożków. Ich los się nie zmienił. Prorok Izajasz nawołuje ich do powrotu, do zaufania Bogu, który w historii  Izraela wielokrotnie pokazał swoją moc. Zapewnia ich, że owo zaufanie spowoduje, że będą jak orły niesione na skrzydłach, pełne siły, dumy i wolności!