Co nam pokazał Chrystus?

Co nam pokazał Chrystus?

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam [wszystko], o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. J 15, 12-17

Po pierwsze miłość nie może być egocentryczna. Ona musi być skierowana w kierunku drugiego człowieka.

Po drugie miłość nie może czynić z drugiej osoby niewolnika.  To niby oczywiste, ale właśnie w tym wymiarze często popełniamy błędy.  Szczególne w budowaniu relacji powinno zadawać się pytanie – Dlaczego właściwie chcę być z tą osobą? Kiedy się  nad tym pytaniem szczerze zastanowimy, mogą wyjść bardzo ciekawe odpowiedzi. Może się okaże, że nie chodzi o miłość, ale o korzyści. O ile z  relacji mogą być profity, to jednak one powinny być skutkiem, a nie celem.

Myślę, że jednym z powodów budowania relacji jest samotność. Ona jest niejako trampoliną, która ukierunkowuje nas na drugą osobę. Nie można jednak na tym poprzestać. W pewnym momencie pojawi się pytanie, o miejsce miłości w konkretnej relacji. Jeśli pozostaniemy na etapie samotności, i karmienia swoich potrzeb, to bardzo łatwo uczynimy drugiego człowieka, a nawet siebie, niewolnikiem. Aby nasycić siebie, można zgodzić się na bardzo wiele, również na to, co może nam szkodzić. Może dlatego wiele par decyduje się budować związki, w których nie czują pokoju i szczęścia. Jednak strach przed samotnością, czyni ich niewolnikami związku. Często za cenę krzywdy. Brak w takiej relacji miłości, która ukierunkowana jest na dobro drugiej osoby, może spowodować ogromne spustoszenie lub głębokie zranienia.

Po trzecie miłość wymaga prawdy. Jezus mówi, że oznajmił nam wszystko, co usłyszał od Ojca. Nie chce przed nami niczego ukrywać. Mówi nam o tym, co jest radosne, ale też i o krzyżu. Nie chce ukryć tych informacji, które są trudne do przyjęcia. Jesteśmy w stanie to zrozumieć. Przecież, też dzielimy się swoimi wewnętrznymi przeżyciami. Jest jednak jeden szczegół. Nie wszystkim mówimy wszystko o sobie. To, na ile będziemy gotowi otworzyć swoje serce na drugą osobę, będzie zależało od zaufania. Sądzę, że są takie przestrzenie, które musimy zarezerwować tylko dla Boga. To szczególnie będzie dotyczyło relacji małżeńskich – kiedy, jedna czy druga osoba chciałaby wszystko wiedzieć. Prawda wynika z tej relacji, ale i tak Bóg sięga głębiej. Dlaczego pewne sprawy powinniśmy zostawić dla Boga? On jest w stanie wszystko udźwignąć. Człowiek nie zawsze! Nawet jeśli to jest mąż czy żona. Dla dobra współmałżonka i związku, mamy prawo pewną przestrzeń pozostawić tylko dla Boga.

Ostatnia rzecz – miłość dotyczy wyboru. W gąszczu relacji, informacji i osób, które spotykamy pojawia się pytanie, komu jesteśmy w stanie dać jak najwięcej, czyli odsłonić prawdę o sobie? Jezus pokazuje swój wybór. On nie traktuje nas jak kolektywu. Wybiera nas w sposób indywidualny i dostosowuje swoją ofertę do naszych możliwości. Szanując naszą wolność, zaprasza do komunii z sobą. On zachęca nas do podobnej postawy. Musimy nauczyć się kochać każdą osobę, która zostaje postawiona na naszej drodze, dostosowując swoją obecność do potrzeb tej osoby. Bazując na konkretnych relacjach, będziemy tworzyli przestrzeń zaufania. Dopiero wtedy pojawi się gotowość do ukazania prawdy o sobie. Budując zaufanie i towarzysząc innym będziemy też stawali się przyjaciółmi Chrystusa.