Co mam zrobić, aby być zbawionym?

Co mam zrobić, aby być zbawionym?

„Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (…)  „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Mk 10, 18.21

Wydaje się, że spotkanie z młodzieńcem obraca się wokół bogactwa i posiadania. Zawsze zadajemy sobie pytanie o to, czy jak się ma dużo dóbr materialnych, to będzie trudniej w dostaniu się do nieba. I kiedy jest się jeszcze ubogim, a kiedy już bogatym? A może powinniśmy wszyscy być św. Franciszkami i na Rynkach naszych miast publicznie obnażyć się z bogactwa, wchodząc w świat ubóstwa.  Możliwe, że wielu osobom to by się przydało. Ale jeśli dokładnie czytamy Słowo Boże, zauważymy, że główny temat znajduje się gdzieś indziej.

Młodzieniec, który ma okazję słuchać Jezusa, a nawet Go zobaczyć, podejmuje – może jedyną w swoim życiu próbę odpowiedzenia sobie na nurtujące go pytanie – Czy będę zbawiony, i jak to zrobić? To jest główna myśl, dzisiejszego przesłania.

Jezus stopniowo doprowadza swojego ucznia do odpowiedzi, oraz do momentu, kiedy trzeba podjąć decyzję. Stojąc na owej granicy – młodzieniec zna już odpowiedź na swoje pytanie.

Ta stopniowość, która najpierw wyraża się w pytaniu o wypełnianie przykazań – ma doprowadzić młodzieńca do odpowiedzi na nurtujący go temat. Pewnie młodzieniec jest zdziwiony tak, oczywistym dla żyda stwierdzeniem. Każdy wierzący w Boga przecież te przykazania realizuje.

Przykazania, leżą u podstaw miłości Boga do człowieka. Bóg jakby chciał powiedzieć, jeśli mnie kochasz, to zrób to, o co cię proszę, a nasza miłość nie będzie w niebezpieczeństwie. Przykazania są drogą do osiągnięcia wieczności i komunii z Bogiem. Pozostaje jeszcze jeden krok – decyzja. Jeśli z miłości realizujesz przykazania – to powinieneś pójść za MNĄ mówi Jezus, a przy okazji musisz pozbyć się wszystkiego, co ci przeszkadza w tej drodze. To jakby konsekwencja, która wydaje się dość oczywista. Ale jak się okazuje nie do końca…

Młodzieniec spochmurniał – bo miał wiele posiadłości – a Chrystus kazał je rozdać ubogim. Nie chodzi o to, abyśmy się koncentrowali tylko na bogactwie – posiadaniu majątku – w sensie – ziemi, pieniędzy itp. W naszym życiu jest wiele innych bogactw, które nas zniewalają. Zazwyczaj są  potrzebne – NAM! A Chrystus mówi o tym, aby je rozdać – nie znaczy tutaj abyśmy je zmarnowali – ale podarowali innym. A później oddali się na służbę Bogu. Jeśli człowiek przyzwyczai się do swoich bogactw – może więcej czasu zmarnować na ich zabezpieczenie, niż na dzielenie się nimi, a wreszcie na poświęcenie swojego życia Bogu.

To spotkanie młodzieńca z Chrystusem – nie ma na celu tego, abyśmy koncentrowali się na tematyce bogactwa, ale raczej celem jest to, aby zwrócić uwagę na to, w jaki sposób możemy się zbawić. Głównym tematem jest droga, ku wieczności. Im więcej w nas wolności, tym łatwiej pójść za Chrystusem, a idąc za Nim łatwiej nam trafić w to najbardziej upragnione miejsce – jeśli tak można stwierdzić.

Szkoda, że niektórzy mają jeszcze problem z pierwszą częścią – czyli wypełnianiem przykazań. Bo od fundamentów powinno się zaczynać. Jeśli uda nam się to wcielać w życie, to później powinna pojawić się prawdziwa przygoda z Chrystusem. Droga, która nie jest wolna od cierpienia i niebezpieczeństw, ale jednocześnie pełna wezwań, zwycięstw, zmartwychwstań, pokoju i nadziei.