Byle na szczyt

Byle na szczyt

           Wędrowanie po górach – oprócz przyjemności – to dla mnie zawsze lekcja. Dopiero co wróciliśmy z młodzieżą akademicką z Bieszczad! Wchodząc na szczyt Tarnicy podczas rozmowy z jednym z uczestników wyjazdu rozmawiałem o tym, jak chodzenie po górach ma dużo wspólnego z życiem. Jest w tym coś fascynującego, a zarazem męczącego. Wielokrotnie przecież mówimy sobie, że wystarczy nam już tego wysiłku, a jednak coś ciągnie nas w te góry.

        Kiedy na szlaku odprawialiśmy mszę świętą przypomniałem sobie, jeszcze jedno – o tym co w sumie chcę przez ten artykuł wyrazić – msza jako szczyt sakramentów i szczyt naszego życia. Św. O. Pio mówił, że msza święta jest dla niego szczytem całego dnia. Ów osiągnięty szczyt – miałem za sobą w sensie fizycznym – wchodząc na wcześniej wspomnianą górę, ale przede mną jeszcze inny szczyt. Dziś przypominam sobie –  widoki, które zapierały dech w piersi. Można oglądać świat z dołu, jest on przepełniony pięknem jak i ludzkimi grzechami, ale widać go tylko z jednej perspektywy – z dołu. Czytałem kiedyś książkę W. Cejrowskiego – „Anakonda”, w której opisywał spotkanie jednym z szamanów, który wziął go na wyprawę  w tajemne miejsce, które tylko jemu było znane. To miejsce to wyniosła góra, do której było się trudno dostać – ale to jedyne miejsce w którym można było zobaczyć dżunglę z góry. Oprócz niego nikt tego miejsca nie znał. Ludzie żyli tylko w cieniu drzew. Nie widzieli tego co było ponad. Byli pozbawieni czegoś bardzo cennego.

       Ludzie, którzy nie podejmują wysiłku wejścia w górę lub nie mają takiej możliwości, tracą coś bardzo ważnego – spojrzenie na świat z innej perspektywy z góry. Świat widziany ze szczytu, jest zgoła inny od tego  – widzianego z dołu. Jeśli więc św. ojciec Pio mówi, że msza święta jest szczytem dnia – to daje sygnał, że jeśli chcemy zobaczyć nasze życie w innej perspektywie, a tą perspektywą jest patrzenie przez pryzmat ducha. Chrystus jest szczytem eucharystii – a więc patrzymy na życie przez Jego spojrzenie. Wyzbywając się pójścia w górę – na szczyt – to pozbywanie się najlepszej cząstki życia. Jeśli rezygnujemy ze spojrzenia na świat duchem, to nie ma co się dziwić, że zawężamy wszystko do materii. Ktoś kto nie może wyjść poza to co ziemskie, jest ciągle na nizinach życia.

     Jeszcze jedno – czy więc ma nas dziwić, że pójście za wskazówkami Bożymi jest trudne i wymagające – raczej nie – przecież wejście na szczyty to wysiłek. Bez trudu – można tylko pomarzyć o niebie. Można czasami skorzystać z „kolejki” – którym jest Boże miłosierdzie. Ale i dojście do niej nie jest bez wysiłkowe. Nie ma się więc co załamywać, przed wizją kolejnego szczytu, kolejnego zakrętu – raczej to coś normalnego. Nie ma co zawracać z obranej drogi, bo wydaje się, że jest trudno. Trzeba patrzeć w perspektywie nadziei, tego co przygotował nam Bóg na szczycie. Nowe Jeruzalem – jest na górze  -więc trzeba iść ścieżką życia właśnie w tym kierunku. 🙂 powodzenia