Bramy, furtki, drzwi i inne szczeliny...

Bramy, furtki, drzwi i inne szczeliny…

Ile furtek w życiu udało Ci się otworzyć? Codziennie każdy z nas stoi przed jakimś wyborem. Trzeba na coś się zdecydować. Choćby zwykła prozaiczna rzecz – iść na pizzę czy nie. Oczywiście – ten przykład to jakiś banał – choć to właśnie z drobnych rzeczy składa się nasze życie. Rzecz jasna – nie piszę tylko i wyłącznie po to, aby robić sobie rachunek sumienia z danego dnia – o tym jakie decyzje dziś podjąłem. Chcę raczej zwrócić uwagę na wybory, które wprowadzają w nasze życie pokój lub lęk. Dziś, kiedy w ewangelii Janowej można było usłyszeć, że Jezus jest bramą, pomyślałem sobie – owszem – ale niestety nie jedyną. Są bramy, które nie wprowadzają do Domu Ojca. Zawsze, kiedy rozmowa schodzi na bardzo grząski teren ludzkich grzechów, przypominam o wrażliwości, która może być zakłócona nowymi perspektywami ciemności i niepokoju. Ściślej – chodzi mi o to, że człowiek, który decyduje się zakosztować grzechu (jest niejako wprowadzany przez owego złodzieja – szatana) – otwiera sobie bramę (furtkę) – oczywiście, taką, która daje nowe możliwości i perspektywy. Grzech – rodzi kolejny grzech. Jaką rolę ma złodziej – ograbić człowieka z ludzkiej godności, wolności czy piękna. Furtki, które miały stawać się spełnieniem marzeń – okazały się fikcją i rozczarowaniem. Szatan oczywiście może posługiwać się człowiekiem. Widać to w niektórych chorych relacjach. Czasami w imię tzw. szacunku wobec siebie, ogólnie pojętej tolerancji czy górnolotnej troski – i to niby w ramach dobra – człowiek jednak krzywdzi – szybko porzucając wymienione wcześniej idee. Widać to szczególnie po  pewnych decyzjach – w których można zauważyć jakoś brak tego ogólnie deklarowanego  dobra, a w zamian można zauważyć egoizm, który skłania innych do pójścia w złym kierunku. Za cenę np. akceptacji jesteśmy w stanie zrezygnować ze swojej wolności. Oto najemnik, który nie myśli o drugim, ale o sobie, wprowadza swoją zdobycz w apartamenty grzechu, bólu i nieszczęścia. Człowiek, który zbyt wiele furtek otworzy, ma problem z ich domknięciem. Czasami walka z grzechem toczy się latami. Chrystus ukazuje siebie w roli Dobrego Pasterza. Jemu zależy na dobru drugiej osoby. Sam wyzbywa się egoizmu. Chrystus umiera po to, aby człowiek mógł żyć. Zabija On w sobie egoizm i staje się sługą. To ciekawe…? – Pasterz a zarazem sługa. Może tutaj tkwi rozwiązanie problemu współczesnych pasterzy, którzy nie zawsze myślą o swoim powołaniu – „kierowniczym” w formie służby, ale dochodów. Im więcej swoich potrzeb, tym mniej troski o innych. Zresztą inni stają się  przedmiotem potrzebnym do osiągnięcia własnego celu. I jest jeszcze jeden element bycia pasterzem takim jak Chrystus. On nie kradnie, ale ubogaca. To kolejna wskazówka, która dotyka – w sumie naszego chrześcijańskiego powołania – trzeba odkrywać w sobie pragnienie dzielenia się i obdarowywania, ubogacania i miłowania. Jakoś tak się utarło, że bardziej jesteśmy skorzy do wymagania od innych czy wyciągania ręki po coś – niż do dawania od siebie. Nie będę jednak kończył pesymistycznie – ja wierzę w ludzi i wiem, że są tacy, którzy łamią pewne stereotypy i rzeczywiście idą drogą Pasterza – stając się współczesnymi przewodnikami 🙂 Teraz tylko, żeby na takich natrafić, albo takim się stać…