Jaki mężczyzna?

Jaki mężczyzna?

„Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.
Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański.” (Mt 1,16.18-21.24a) 

Nic nie powiedział w żadnej Ewangelii. Był zawsze z tyłu, jakby cień, który chronił przed niebezpieczeństwami. Był świadkiem wielkich wydarzeń, których do końca nie rozumiał, ale wierny Bożym natchnieniom. Taki był Józef. Trochę się nie dziwię, że na samym początku chciał się wycofać. Przecież musiał wziąć Maryję z pewnym bagażem, którym było dziecko. Przestraszył się, ale mimo to nie chciał ją skrzywdzić. Kochał… Jak sobie wyobrażam ten moment, to myślę co musiał czuć… to jest nie do wyobrażenia, jak muszą się czuć ludzie gdy nagle zawodzi, ktoś z kim się chciało być całe życie. To wielkość Józefa, że o problemach, które pojawiają się w ich związku nie informuje innych. Dziś można by powiedzieć – nie pisze na Facebooku – o tym jaka ta druga osoba jest podła, a o której jeszcze chwilę wcześniej pisało się – jaka jest najpiękniejsza i cudowna. Jak szybko możemy zapomnieć o miłości, jeśli tylko problemy się pojawią. Wielu wychodzi z założenia, że nie warto o nic już walczyć, a jeśli nie warto – to najlepiej od razu zbluzgać się nawzajem takimi, czy innymi inwektywami. Smutne to jest, że o miłości tak szybko się zapomina. Co mnie jeszcze fascynuje w tej postaci? Odpowiedział na Boże działanie w życiu i podjął się obowiązku – zatroszczenia się o swoją ukochaną. Poszedł dalej – nie tylko, że jej nie zniesławił – ale zabrał ją do siebie i objął troską. Nie zastanawiał się latami – jaka opcja będzie najlepsza. To, co dziś zarzuca się współczesnych chłopakom czy mężczyznom, to brak pewnych cech. Pierwszą z nich jest niezdecydowanie. Ciągłe użalanie się nad życiem, albo strach, który powoduje, że niektórzy wolą wybierać ciągłe kawalerstwo. Takie życie bez wysiłku i zobowiązań.  Zresztą fajnie jest być chłopcem – po, co się wiązać. Pewnie – zabawa  jest cool – ale małymi zabawkami (samochodzikami, klockami itp.), a nie kosztem ludzkich uczuć i godności, często sprowadzając relację do ciała. Przecież zabawki są dla dzieci. A jeśli już z zabawek wyrosłeś – to czemu nie dorosłeś…? A drugi zarzut – to brak poczucia, bezpieczeństwa przy boku wielu chłopaków. Jeśli, ktoś jest tak niestały, i ciągle niedojrzały – to jak może być gotowy bronić. Tu nie chodzi o to, aby bić się z innymi, jak niektórzy to robią na stadionach, ale o to, aby bić się o trwałość relacji. Bronić miłości za wszelką cenę. A nie uciekać przy byle problemie – i to jak niektórzy robią do mamusi. Ona ma na wszystko lek. Mężczyzna ma być -jak prawdziwy wojownik – który zdobywa, pokonuje, wymaga… a nie jak „mamin synuś”, który sam nie umie podjąć decyzji i być za nią odpowiedzialnym. A może jakaś nowa kultura wchodzi, w której zacznie brakować prawdziwych facetów… a kultowy film „Seksmisja” stanie się czymś realnym… Czego Panie nie daj…