22.01.2014

Ze świętością to trochę jak z dojrzewaniem owoców. Jak świeci słońce to nabierają smaku i koloru. Jak pada deszcz – to pobierają soki i wzrastają. Wszystkie zaś owoce muszą też być zakorzenienie w drzewie, a to w ziemi. Ale przecież na tym nie koniec. Dzisiaj uświadomiłem sobie, że owoce rosną też nocą. Przecież nie chowają się pod pierzynkę aby smacznie spać.
Mam jedno życie, w którym ciągle dojrzewam. Potrzebuję światła – (BOGA) aby mnie uświęcał i abym w Jego obecności nabierał wartości – siły czy wreszcie godności. Muszę być w Nim zakorzeniony aby nie wyschła moja wiara i muszę być też podlewany, Słowem i Duchem Świętym. A co z nocą?…. W niej też dojrzewam – krzyż i ciemność wpisane są w moje owocowanie i dojrzewanie. Dlaczego więc noc zawsze musi być przeklęta. Po prostu jest – i w niej też muszę wzrastać. Teraz tylko trzeba nabierać kształtów, stawać się coraz bardziej słodkim, (miłym Bogu) – i czekać na zbiory 😉