Zawody rozpoczęte...

Zawody rozpoczęte…

I olimpiada ruszyła. Wszyscy zastanawiali się jak będzie wyglądała ceremonia otwarcia „Ten spektakl miał  – olśnić świat” – przecież tyle wysiłku i pieniędzy włożono na to, aby wszystko było dograne. Piszą, że „To najdroższe igrzyska w historii. Budżet wyniósł 57,5 mld euro, a wokół nie brakowało skandali”. Ceremonia się skończyła – myślę, że i tak opinie będą podzielone – mimo, że jeden „płatek śniegu” się nie rozwinął – pech chciał, że to akurat – ten, który symbolizował Amerykę… No cóż, nie wszystko musi wyjść, a i mam nadzieję, że od razu z tego skandalu międzynarodowego nie zrobią. Rozpoczęcie i nam się nie udało, przecież Justyna miała mieć medal, a tu trzeba zadowolić się szóstym miejscem… ale to co, w niej samej jest piękne – patrzy z optymizmem na przyszłość. I to jest ta rzecz, która najbardziej minie cieszy – patrzeć z optymizmem na przyszłość, pomimo różnych komentarzy, opinii, które i tak nie milkną. Kiedy ktoś próbuje swoich sił w jakiejkolwiek rywalizacji, musi umieć znosić porażki, ale też i wygrywać. To cieszy, kiedy człowiek w tych całych rywalizacjach może dostrzec subtelne gesty wdzięczności, radości, współzawodnictwa na zasadzie fair play. Olimpiada, która się zaczęła jest też okazją do przypomnienia sobie słów św. Pawła, który pisze „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.” 2 Tym 4,7-8 Może nie udało nam się wyjechać do Rosji na te wielkie święto sportu, ale owego współzawodnictwa możemy doświadczyć w chwili zabiegania o zbawienie. Św. Paweł, który jest już u kresu życia, kiedy za chwilę ma oddać życie za wiarę, wie, że już wygrał  – bo widzi u horyzontu metę i nagrodę – zbawienie. Dotrwać do końca i myśleć z optymizmem, że po wysiłku musi przyjść efekt. Igrzyska życia rozpoczęte chrztem niech trwają – nieważne jak jeszcze daleko do mety – ważne jest to, aby wytrwać i mimo różnych potknięć myśleć z optymizmem, że jeszcze nie wszystko stracone. 🙂